Sara Antczak to licealistka i anarchistka, która „nieustannie, uparcie i bezkompromisowo poszukuje wolności”. Aleksander Małecki jest studentem i „nie wierzy w ideologię, wierzy w wolność i (naiwnie) w ludzi” (informacje o autorach zaczerpnęłam z okładki książki). o czym ta dwójka mogła napisać wspólną książkę? Mała podpowiedz: słowo będące tematem przewodnim znajdziecie w opisach obojga.
Wolny i De Klesz. Wolny kontra De Klesz – byłoby lepiej. Wolny, Michał Wolny, to bogaty polonista (wiem, brzmi jak oksymoron – ale on wygrał pieniądze na loterii, nie zarobił ich ciężką pracą), który przyjmuje posadę w renomowanym liceum. Zostaje również wychowawcą klasy I D. Ot, niby nic nadzwyczajnego. Tak się jednak składa, że owa I D (zwana przez samą siebie De Klesz) to wyjątkowa młodzież. Prawie wszyscy to dzieci wpływowych ludzi – bankowców, biznesmenów … Wszyscy są w jakiś sposób uwięzieni w swoich rodzinach, które ich nie rozumieją (i to w najlepszym wypadku). Jedyną drogę ucieczki widzą w buncie przeciwko systemowi wartości wyznawanemu przez rodziców. Wolność, tolerancja – to ich hasła. Choć się od siebie różnią (są wśród nich pacyfistka Lina, punk Frik, skate Kac, artysta Alan, rasta Jahre) i każdy wyraża się inaczej, wspólnie poszukują tego, co da im siłę, pozwoli walczyć i nada życiu sens.
Co się stanie, kiedy nauczyciel bez ambicji, dla którego jedynymi wartościami są pieniądze i dobra zabawa, zostanie zderzony ze światem dzieciaków, które te pieniądze mają i od najmłodszych lat wiedzą, że szczęścia dzięki nim nie da się zdobyć? Wolny jest dla dekleszowców symbolem tego, z czym walczą: systemu i kapitalizmu. To w nim skupia się całe zło tego świata. Wolny natomiast całe zło świata widzi w De Klesz. Ten „trzydziestoosobowy zespół eksterminacji psychicznej Michała Wolnego” nie przyjmuje nowego nauczyciela z otwartymi ramionami. Wprost przeciwnie – otwarcie drwi z jego uwielbienia dla markowych rzeczy i wyglądu niczym z reklamy w MTV. Wolny na początku nienawidzi swoich uczniów, traktuje ich jak zepsute dzieciaki, które nie wiedzą, co zrobić z wolnym czasem, więc wymyślają sobie nietypowe rozrywki, na przykład manifestacje. Ale później zaczyna dostrzegać w nich wartości, których sam nie ma, przede wszystkich wiarę w przyszłość. A kiedy zostaje odrzucony, ciężko mu to przyjąć. W głębi jest dobrym człowiekiem. Bardzo w głębi – trudno to dostrzec, kiedy na plan pierwszy wysuwają się jego plany poderwania i zaliczenia jak największej liczby dziewczyn.
To, że autorzy są tacy młodzi, niesie za sobą i zalety, i wady. Zaletą jest przede wszystkim autentyczność książki – podczas czytania po prostu czuć, że autorzy utożsamiają się z niektórymi bohaterami, a ich uczucia i przeżycia nie są im obce. Wyznają te same wartości (z których najważniejszą jest wolność). Dlatego książkę czyta się świetnie – historia sama się broni. Podobnie jak bohaterzy, którzy, choć jedynie naszkicowani, są wiarygodni. Natomiast pewną wadą jest język powieści. Anarchia pojawia się bowiem nie tylko w treści, ale również w stylu, gramatyce i interpunkcji. Ale że nie chodzi w tej książce o walory językowe, a o przesłanie, można przymknąć oko na niedoskonałości językowe. A przesłanie zamyka się w słowach Kaca, jednego z bohaterów: „Siedzisz na swoim miejscu, dopóki nie powiedzą «WSTAŃ». Stoisz nieruchomo, dopóki nie powiedzą «IDŹ». Chcesz coś zmienić? Powiedz «NIE». No śmiało, bądź nieposłuszny. Ty też potrafisz”.
Ewa Wrona