"Wszyscy jesteśmy dziećmi telewizji. Wszyscy po cichu marzymy o tym, by nasze życie było jak w telewizji.(.) Bo ...
"Przewrotka" to zbiór dziewięciu opowiadań współczesnych, których bohaterowie zmagają się z rzeczywistością ...
Powieść historyczna, łącząca fikcyjne wątki i relację z autentycznych zdarzeń. 1521 rok. Hiszpanie pod wodzą ...
Czwartek, 4 Marca 12:30:48

"O dziewczynce, co szynki jeść nie chciała"

artykuł Beaty Kozłowskiej
Moja córka bawi się w dom. Sadza laleczki w małych fotelikach, przy stoliku zastawionym mikroskopijnym serwisem śniadaniowym. Jest tam mama, tata, dziecko. Kątem oka podpatruję jej zabawę... - O, pani kurator - mówi nagle córka, tonem wypranym z wszelkich emocji.

Jakby to było coś normalnego. Pani kurator do śniadania. Jak sól i pieprz, do pomidora na kanapce. Mimowolnie czaję jak jakaś wielka, zimna łapa, zaciska się w mym ciepłym wnętrzu. Nie rozmawiamy raczej o przeszłości, ale dociera do mnie i to z całą brutalnością, że pamięć o tym nadal w niej tkwi... A kto to jest pani kurator? - pytam siląc się na spokojny ton. Przecież wiesz! To taka pani, co przychodzi i sprawdza czy w domu jest jedzenie - odpowiada córka bez namysłu. ,
Ma 8 lat i wie kto to jest pani kurator i po co przychodzi do czyjegoś domu. Mieszkamy w małym miasteczku, na obrzeżach Gdańska. Trochę bloków otulonych zielenią. Sporo domków jednorodzinnych. Wstęga rzeki i tory kolejowe dzielące je na dwie części. Parę szkół, parę kościołów. Górujący nad wszystkim komin zabytkowej, jeszcze nie zburzonej cukrowni. Można by powiedzieć nic szczególnego. Miasteczko jakich pełno. Wiele osób stąd wyjeżdża. Za granicę, za lepszym życiem. I bliżej, do Gdańska, za większą anonimowością. Zapuściłam tu swoje korzenie i nie chcę z niego nigdzie wyjeżdżać. Tu czuję się dobrze, u siebie. Małe mieściny mają swój klimat, swoją kameralność i specyfikę. Wszyscy się w nich znają ale da radę z tym żyć.
Urodziłam się w rodzinie ateistów, w katolickiej Polsce. Ksiądz nie skropił mojej główki święconą wodą. Jestem nieochrzczona. Nie chodzę na niedzielne msze. Nie daję na tacę. Nie przyjmuję kolędy. Nie wzięłam kościelnego ślubu i nie ochrzciłam córki, choć przyznam, że zastanawiałam się nad tym. Rodzic chce dla dziecka jak najlepiej, chce mu oszczędzić przykrości, a ja wiedziałam już, że życie bez wiary w Boga, bywa w tym kraju napiętnowane. Według statystyk, większość ateistów w Polsce, chrzci dzieci... Wzorem moich rodziców, postanowiłam jednak zostawić wybór córce, żeby to ona sama, gdy dorośnie zadecydowała czy tego chce, czy nie. Ubieram się po swojemu, omijając to co modne szerokim łukiem. Czytam książki, kocham muzykę, zwierzaki i chyba się to juz nie zmieni. Po rozstaniu z mężem, nie chciałam się z nikim wiązać, ani nawet spotykać. Dziecko, praca, rodzice i liczni znajomi w zupełności mi wystarczali. Nocami gdy miałam już wolne, towarzyszyła mi telewizja lub internet. Doba wypełniona tak, że więcej nie można. Sporo czasu poświęcałam mojej córeczce. Starannie wybrałam przedszkole. Bajecznie kolorowe i takie słoneczne. Gdybym była dzieckiem chciałabym tam chodzić. Powiedziałam dyrektorce, że dziecko z mięsa, jada tylko ryby i to nie zawsze. Na pytanie dlaczego, powiedziałam za radą moich wege znajomych, że po prostu ma alergię. Dyrektorka się zasmuciła, ale przyjęła ten fakt do wiadomości. Złożyłam papiery. Po paru miesiącach miejsce się zwolniło. Wielka radość i obawa, czy nie będzie tam chorować. Córka choć drobna, okazała się jednak istnym okazem zdrowia. Nie zmogła jej nawet salmonella, którą przedszkole przywitało ją już w pierwszym miesiącu jej pobytu tam. Lubiła panie i kontakt z dziećmi. Problemem okazało się to czego najbardziej się obawiałam, czyli jedzenie. Przynosiłam córce bezmięsne kotlety i zupy, które trzeba było odgrzewać. Potem ciemny chleb, aby dzieci nie podjadały jej kanapek z dżemem, porzucając te obłożone szynką. Okazało się to uciążliwe. Do tego Klaudia urodzona gaduła. Z odpornością, której nie łamały żadne choróbstwa i wirusy. Nie wykruszała się przy pierwszych chłodach i słotach, zjawiała się co dziennie. Mała ciekawska dziewczynka, której nie zamyka się buzia. Życie zaczęło mi się układać. Na wegetarianie.pl poznałam Andrzeja, parę lat młodszego malarza. Mieszkał na drugim końcu Polski, ale wyraźnie coś między nami iskrzyło. Szybko zaczęliśmy do siebie pisywać prywatnie. W końcu przyjechał i zaczęliśmy tworzyć zalążek nowego. Tym samym skończył się mój trzyletni okres samotności. Zrezygnowałam z przedszkola, widząc, że córka nienawidzi tego miejsca. Zrozumiałam, że widocznie ma jakieś swoje powody. Nie wiedziałam jakie, bo poza tym, że nie chce tam iść i symulowaniem bólów brzucha lub oka, żeby tylko do niego nie pójść, nie mogłam dowiedzieć się nic więcej. Zapłaciłam z góry za miesiąc i zrezygnowałam z posyłania tam córki. Problem jakim byłyśmy ja i moja córka zniknął, ale machina była wprowadzona już w ruch i nie mogła się zatrzymać... Po dwóch dniach zjawiła się pani kurator i dowiedziałam się, że dyrektorka byłego przedszkola córki oskarża mnie o głodzenie dziecka, zaniedbywanie, zastraszanie itp. Byłam w szoku. Nie mieściło mi się w głowie, jak można tak kłamać i to publicznie. Przecież znała moje dziecko i widziała, że zastraszone to ono bynajmniej nie jest... wiedziała też, że mimo nie jedzenia szynki, córka była prawdziwym okazem zdrowia. Moja koleżanka studiująca prawo, zapytana o to dlaczego dyrektorka napisała do sądu takie rzeczy, odpowiedziała wprost, ze musiała to zrobić, bo jakby napisała, ze nie podoba jej się dieta dziecka, które pomimo tego co jej się nie podoba jest zdrowe, to żaden sąd by się tym nie zajął... Musiały pójść konkretne zarzuty i poszły. Za namową koleżanki, która uświadomiła mnie w moich prawach, poszłam do sądu z dowodem i numerem sprawy i zażądałam wglądu w akta sprawy.
Dowiedziałam się z nich dokładnie, jakie zarzuty postawiła mi dyrektorka oraz o tym, że kuratorka przeszła się po sąsiadach pytając czy nie mam w domu meliny. Zaczęło się piekło. Tu na ziemi. Poprosiłam na piśmie sąd, o wydanie kserokopii akt mojej sprawy. Sąd, ponoć bezzasadnie, odmówił. Moja koleżanka znająca się na prawie pomogła mi ponownie, napisała pismo, które złożyłam i w końcu pozwolono mi łaskawie, oczywiście za stosowną opłatą, skserować akta. Zaczęłam zbierać różne zaświadczenia, dyplomy córki, zrobiłam badania lekarskie, również badanie jej krwi. Napisałam skargę do kuratorium odnośnie łamania diety mojego dziecka i lekcji religii, którą córka zaliczyła wbrew mojej woli, co mnie zirytowało, ale na co, po przeproszeniu mnie, przymknęłam oko. Wibrowałam od emocji i nie zamierzałam już nic tej kobiecie odpuszczać. Odpowiedź z kuratorium przyszła szybko. Nie stwierdzono nieprawidłowości. Z pomocą osób z wege forum, napisałam skargę do Rzecznika Praw Dziecka. Odpowiednia forma pisma, podparta stosownymi paragrafami. Pani Sowińska odpisała mi mgliście, że dieta wege powinna być konsultowana z lekarzem (jakby nie była!) oraz, że religia to nic złego i że nie powinnam dziecku zabraniać... Wrzuciłam temat na forum wegetariańskie i muszę przyznać, że dostałam bardzo dużo wsparcia, choć zdarzały się i ataki, że córka nie jest prawdziwą wegetarianką, bo przecież czasem je ryby... Rzeczywiście nie była. Podobnie jak ja początkowo i obecnie, była semiwegetarianką, ale została zaatakowana jako wegetarianka. Napisałam wtedy na forum, że pozdrawiam z mojego ciemnogrodu, gdzie ryba to taki rodzaj sałaty. Sprawa toczyła się. Nie mogłam skupić się na niczym innym. Ciężar tego wszystkiego przygniótł mojego ówczesnego partnera, który choć dał mi dużo wsparcia, po prostu wypalił się w ogniu tych wydarzeń. Przerosło go to, czemu się nie dziwię. Rozstaliśmy się w zgodzie. Znowu zostałam sama, ale nie do końca, bo poznałam sporo życzliwych osób które starały się mi pomóc. Fundacja Viva Akcja dla Zwierząt zaproponowała mi prawnika. Wygrałam sprawę w sądzie i to bez adwokata, choć przez moment było gorąco. W uszach wciąż mam krzyk sędziny.
- Co pani, dziecku mięsa nie daje, bo pani jest wegetarianką to myśli, że dziecko jeść nie musi.
Poczułam się wtedy jakbym była nie w sądzie, a w psychiatryku... dosłownie.
- Są badania krwi i opinia lekarza - rzuciłam, ale nikt mnie nie słuchał.
Sędzina zanurzyła nos w aktach.
- Dziecko zdrowe i radosne - przeczytała na głos opinię kurator, która na miejscu sprawdzała sprawę. Ma duży zasób słów i jest bardzo rozwinięte manualnie zahaczyła o opinię kolejnej kuratorki.
Fakty wygrały z pomówieniami. Dyrektorka przedszkola nie poniosła żadnej kary, poza tą medialną, a i to dzięki temu że zdecydowałam się nagłośnić sprawę, nie zostawić jej bez echa. W dużej lokalnej gazecie ukazał się artykuł, z pięknym zdjęciem, na którym ja z córką, uśmiechnięte, wbrew tym absurdalnym zarzutom. Fotograf postarał się. Powiedział mi, ze od razu widać, że dziecko nie jest bite, bo tamte dzieci się nie uśmiechają... Wyrządzono mojemu dziecku krzywdę i nadużyto mojego zaufania. Panie wychowawczynie pod koniec jej bytności tam, mówiły jej ponoć, ze jest głupia i że ma jeść szynkę, bo ma się przyzwyczaić. Matka która jest we mnie nie może się z tym pogodzić, mimo że minęły już 3 lata. Dyrektorka przedszkola do dziś mnie nie przeprosiła... z tego co słyszałam jest wręcz rozżalona, że prasa stanęła po moje stronie, że „wyszła na najgorszą".
Przeszłyśmy ciężką drogę, przez ludzką głupotę i nietolerancję. To doświadczenie zmieniło całe moje życie. Przetrwa łam. Zamiast zakończenia mogę napisać tylko tyle. Kochajcie i dbajcie o swoje dzieci, nie bójcie się diety wegetariańskie Patrząc nie tylko na moją córkę, ale na inne wege dzieci widzę, że dieta ta im służy. W razie problemów liczą się fakt. Dieta wege jest dopuszczona w karmieniu dzieci. Prawo stoi po naszej stronie i w razie czego, nie jesteśmy z tym sami, tak jak ja nie byłam... Pragnę podziękować wszystkim osobom od których dostałam, tak potrzebne mi wsparcie, w czasie gdy czułam się jak mały, zagubiony element.

Vege, 02/2010
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web/GG/Skype
Komentarz*
Wpisz wyświetlony Kod *
Promocja na wszystkie książki
Każde zamówienie z tej strony internetowej realizujemy bezpłatnie, jeśli wartość zamówienia będzie wynosiła co najmniej 15 zł. Promocja dotyczy zwykłych paczek wysyłanych za pośrednictwem Poczty Polskiej po dokonaniu wcześniejszej wpłaty na konto wydawcy: numer rachunku bankowego: 55 1020 1156 0000 7302 0008 4921 - Biblioteka Analiz Sp. z o.o. 00-048 Warszawa, ul. Mazowiecka 2/4 p. 116. Przy opłatach "za zaliczeniem pocztowym" taryfy nalicza Poczta Polska.
 
Nowa powieść Łukasza Gołębiewskiego ...
Strona Łukasza Gołębiewskiego o przyszłości ...
Poznana przypadkiem na koncercie punkowego ...
Serwis poświecony pismu "Wyspa Kwartalnik ...
 
Strony partnerskie: Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud | Kwartalnik Literacki Wyspa | Melanże z żyletką | Najlepsze przewodniki | No Future Book Śmierć Książki | Notes Wydawniczy | Rynek Książki | Witold Horwath | Wydawnictwo Jirafa Roja | Wydawnictwo Primavera | Xenna Moja Miłość |
Profesjonalne statystyki odwiedzin
C Copyright 2007 Jirifa Roja | System optymalizowany do 1024x768+, iso-8859-2