"Co dzień gorsza, Romeo, pogoda / i ja jestem codziennie mniej młoda", ostrzegała Julia w piosence Kabaretu Starszych Panów. Facet to zwierzę niezbyt skomplikowane, ale miewa chwile, w których zaczyna marzyć o zmianach. Gruntownych, z odrzuceniem dotychczasowego życia i całkowicie nowym startem. Pierwszy raz pokusa przychodzi po trzydziestce, bo wtedy jeszcze niemal wszystko można; drugi – po pięćdziesiątce, kiedy już niemal niczego nie można. Łukasz Gołębiewski opowiada w swej debiutanckiej powieści o pokusach, strachu przed ich odrzuceniem i – większym – przed zaakceptowaniem.
Wybrał formę tradycyjną i od jakiegoś czasu znów chętnie uprawianą przez prozaików płci męskiej, czyli powieść o miłości. Nie bez racji – właśnie uczucia najbardziej motywują do podejmowania zmian. Głównym bohaterem pisanej w pierwszej osobie powieści jest trzydziestokilkuletni pisarz i krytyk literacki, wielki miłośnik punk rocka, anarchii i seksu, zdeklarowany alkoholik, przy tym hedonista i, co w tej historii kluczowe, samolub.
Fabuła niemal jak z Harlequina: twardy i doświadczony mężczyzna spotyka Tę Jedyną, nie rozpoznaje swego szczęścia i odrzuca je. Kocha jednak cały czas swą Xennę (imię po dawnej punkowej kapeli), gdy więc po latach dostaje od niej kartkę z dalekiego Meksyku, rzuca wszystko i natychmiast leci za ocean. Ale, inaczej niż w typowym Harlequinie, ponownie wyrzeka się miłości, skazując Jedyną i siebie na samotne cierpienia.
Bohater cały czas przekonuje czytelnika, że kłamie, zmyśla, koloryzuje i konfabuluje, są to jednak kłamstwa grubymi nićmi szyte. Książka roi się od typowo samczych marzeń: o samodzielności i niezależności, o odpowiedzialności za partnera i związek, o sławie i powodzeniu, głowie odpornej na alkohol i kobiecie gotowej w każdej chwili na seks. To układanka o zbyt dużej liczbie klocków, coś trzeba odrzucić – i na tym polega problem bohatera: chciałby mieć ciastko i równocześnie zjeść je, jak to ładnie mawiają Anglicy. Żałuje dokonanego wyboru, nie jest go pewny. Prawdę mówiąc, stara się go uniknąć, przerzucając odpowiedzialność na swą ukochaną Xennę, prowokując ją i wymuszając decyzje. Symptomatycznie nawet ostatnią rozgrywkę prowadzi ona – końcowa część książki jest relacją Xenny, czekającej, proszącej, po raz kolejny odrzuconej, przeklinającej go na drogę.
Denerwująca lektura, niewolna od niekonsekwencji – przykładowo, bohater zbyt często podkreśla finansową samodzielność, nawet bogactwo, równie często deklarując, jak to mało waźne i dla niego samego nieistotne. Twierdzi, że nie jest opętany seksem, mnoży jednak opisy grzebania palcem w majtkach czy robienia loda, co w pewnym momencie zaczyna lekko nużyć – wyliczanka przypomina przechwałki, gdzieś w tych powtórzeniach ginie podnieta. Zbyt detaliczne opisanie Meksyku zdradza, że autor bardzo lubi ten kraj – tyle że to nie przewodnik, nie będziemy podróżować śladami Xenny.
Za dużo tu bicia się w cudze piersi, co lekko tym znudzonemu czytelnikowi każe w końcu zapytać: no i jak, chłopie, chcesz temu bałaganowi zaradzić? Bohater daje d… cały czas i nie jest to konsekwencja, za którą należy mu się podziw. Nie wiemy, dlaczego jest takim palantem, nie daje nam żadnej odpowiedzi poza przyznaniem się do egoizmu. Nie wykazuje żadnej chęci poprawy, bo wciąż się boi – czego, skoro podkreśla swą życiową odwagę, umiejętność zarobienia pieniędzy, zadbania o swą kobietę w każdym miejscu i czasie? Woli się jednak użalać nad sobą. Przyznam, że czyni to przekonująco, ale do Bukowskiego (Charlesa, nie Władimira) bardzo mu daleko.
„O moje solo, / życiowe solo! / Najmilszą dla mnie dolą / jest mój solo byt”, bagatelizował przestrogi Julii samolub z innej kabaretowej piosenki. Wypisz-wymaluj, nasz bohater.
Każde zamówienie z tej strony internetowej realizujemy bezpłatnie, jeśli wartość zamówienia będzie wynosiła co najmniej 15 zł. Promocja dotyczy zwykłych paczek wysyłanych za pośrednictwem Poczty Polskiej po dokonaniu wcześniejszej wpłaty na konto wydawcy: numer rachunku bankowego: 55 1020 1156 0000 7302 0008 4921 - Biblioteka Analiz Sp. z o.o. 00-048 Warszawa, ul. Mazowiecka 2/4 p. 116. Przy opłatach "za zaliczeniem pocztowym" taryfy nalicza Poczta Polska.