"Punks not dead" - zbiór czternastu opowiadań młodych autorów nieprofesjonalnych, często debiutujących - dla niektórych może być prawdziwym odkryciem.
Młodzi autorzy prostym, ale barwnym językiem opisują bliską ich oczom rzeczywistość, zwłaszcza tzw. underground, w sposób niezafałszowany, "naiwny", taki, jakim go zastają, bez zbędnej kreacji. Całość tworzy pewien społeczny collage. Seks, muzyka, alkohol, miłość, obcość, inność - to najczęściej podejmowane tematy. Tym, co łączy bohaterów opowiadań jest bunt oraz stosunek do życia - nie myślą oni o tym, co doceniane jest przez większość społeczeństwa. Ważne jest dla nich zachowanie własnej indywidualności, bycie sobą.
- Czego szukasz w życiu? -spytał. -Bliskości, czułości, zrozumienia - czyli tego wszystkiego, czego nie dostałam w życiu. - Miałaś z nim orgazm? - spytał, patrząc na nią. Przygryzła dolną wargę zamiast odpowiedzi - to jedynie fragment opowiadania "Ćma" Beaty Kozłowskiej, dającej do myślenia, nieco szokującej i wciągającej historii o dziewczynie, która zdradza swojego chłopaka, próbującego "być w porządku". Opis współczesnych relacji między młodymi ludźmi, którzy poznają się podczas tańca pogo i chcą być ze sobą, co więcej kochają się, ale kochają też się kochać i żywią uczucia do wielu ludzi obok siebie, co przeszkadza w utrzymaniu wierności względem jednej osoby, może poruszyć Czytelnika.
Z kolei "Władca butelek" Michała Adamczyka to opis życia przeciętnego młodego Mariana, "obalającego flachę Chery 16' za 2,70", od której zaczyna dzień, by zaraz później udać się do sklepu po kolejną butelkę alkoholu. Z tą różnicą właśnie, że do sklepu, a nie "sępić" od kolegów. Kolejny urywek opowiadania to Marian w izbie wytrzeźwień, a raczej Marian uciekający z niej, a następnego dnia, wraz z grupką zebranych kolegów-jabolarzy urządzający "akcję" pod izbą wytrzeźwień, a ostatecznie, po dwóch ciosach policyjna pałką - zatrzymany. Później znów Marian próbujący sobie przypomnieć kim jest, "pieprzący" swoją żonę i wreszcie - udający się do MOPS po pieniądze na wino, pachnący winem, zadowolony, w brudnym swetrze z plamami po jedzeniu sprzed tygodnia. Śmierć Mariana na schodach. Marian jako Everyman.
Autorem ciekawego opowiadania - "Punkowa legenda umiera", będącego osobistą refleksją dotyczącą muzyki jest Bartosz Szyma. Młody, przebywający w Londynie narrator roni łezkę w związku ze śmiercią Joe Strummer'a, grającego z The Mescaleros, który był zaprzeczeniem gwiazdy - po koncertach poświęcał ludziom wiele czasu. Ten, wbrew pozorom całkiem zwyczajny opis pewnego popołudnia, kiedy chłopak przypadkowo w kiosku z gazetami odkrywa, że ważny dla niego muzyk nie żyje i po doznaniu tragedii próbuje zaplanować kolejny, zwyczajny dzień, opowiada o wierności, sentymencie, o wpływie muzyki na życie każdego z nas.
Zbiór opowiadań o różnym poziomie artystycznym, pisanych językiem często nieprawnym, ale starającym się być barwnym i możliwie szczegółowym, nakreśla obraz świata młodych ludzi undergroundu, świata jakiego nie doświadczy się nigdzie indziej. Pewna niedojrzałość i niedookreśloność opisów, brak perfekcjonizmu i dążenia do "wielkiej literatury", staje się niewątpliwą zaletą zbioru - sytuuje czytelnika bliżej niedostępnych sytuacji, tak że każdą z nich, opisaną dosadnie i podaną wprost - odczuwa on na własnej skórze.
Punks not dead - hasło wyrażające bunt, przywołujące na myśl czasy, kiedy na ulicach miast głośno było od ostrej muzyki i kolorowo od pstrokatych, często niechlujnych ubrań. To jednak tylko hasło wywoławcze, tak samo jak muzyka i ubrania, czasami skrywające ludzką wrażliwość, naturalność i nieobojętność na to, co się dzieje w życiu społecznym czy osobistym młodych bohaterów.
Alicja Jasiók
portal www.DlaStudenta.pl