Piotr Stróżyński, ur. w 1964 roku, wokalista i basista zespołu punkowego Schizofreniczna Prostytutka Maria (Jarocin'86). Pracował jako dziennikarz i redaktor w tygodnikach i dziennikach lokalnych. Studiował politologię i filozofię, która cały czas jest jego wielką pasją. Pod koniec września ukazała się jego pierwsza powieść - „Chaos i świńska skóra”. W październiku też jarociniacy będą mieli okazję spotkać się oko w oko z autorem, który na stronach swojej książki przedstawia, jak wyglądało i wygląda dziś życie „dzieci Jarocina”.
Tylko na łamach ŻYCIA JAROCINA Piotr Stróżyński zdradza szczegóły ze stron swojej powieści jak i ze swojego życia prywatnego.
Piotrze, jeszcze niedawno mogłam nazywać Cię kolegą po fachu, długo pracowałeś w gronie średzkich dziennikarzy, dziś jesteś pisarzem....
Nie czuję się pisarzem, może raczej kandydatem na pisarza. Znam ludzi, którzy z tego żyją i ja też będę do tego dążył. Moje dziennikarstwo zaczęło się w 1994 roku, gdy od burmistrza Środy dostałem propozycję pracy w Kurierze Średzkim (kiedyś lokalna gazeta średzkiej gminy - przypis redakcji). Później była Gazeta Średzka, tam także publikowano moje nowele i opowiadania. Pisałem też w Głosie Wielkopolskim, 7dniach Środy, Nowym Tygodniku Średzkim... Jakbym się zastanowił, to chyba tylko w Rzeczpospolitej nie udało mi się nic zamieścić. Nie skupiałem się tylko na tekstach dziennikarskich. Teksty literackie zawsze były mi bliższe.
Czy można powiedzieć, że już na dobre rozstałeś się z dziennikarstwem? Czy na prasowych łamach będzie można jeszcze przeczytać Twoje teksty?
Nie, już raczej nie będę pisał, chyba że w prasie specjalistycznej np. wędkarskiej, sportowej. W nic innego nie dam się już wciągnąć. Czuję się dziennikarsko wypalony. Kusi mnie literatura. Dziennikarstwo stało się dla mnie za ciasne. Tam muszę trzymać się realiów, często tytuły powiązane są z opcjami politycznymi, a ja tęsknię do swobody wypowiedzi.
Kiedy odkryłeś że literatura to Twoja pasja?
Musiałbym cofnąć się do 1986 roku. Wówczas byłem liderem punkowego zespołu Schizofreniczna Prostytutka Maria. To były trudne czasy dla młodych kapel. W Środzie nie było szans na próby w Ośrodku Kultury. I tu zaskoczył nas ówczesny dyrektor Jarocińskiego Ośrodka Kultury - Marian Szurygajło. Bez wahania udostępnił nam salę. Kiedyś nawet, abyśmy nie zagłuszali poważnego koncertu, pozwolił nam grać w swoim wyciszonym gabinecie! JOK był miejscem dla wszystkich młodych ludzi, a już na pewno dla kochających rocka. Pisałem teksty dla mojego zespołu, na które już wtedy zwrócono uwagę. "Sztandar Młodych" opublikował ich część na swoich łamach. Wydrukowano je także w "Na przełaj". Wtedy już zwróciłem uwagę na to, że to, co piszę, trafia do rzeszy odbiorców. Jednak odszedłem od literackiej fikcji, do czasu, do kiedy moja polonistka Aleksandra Frankowska zaczęła namawiać mnie do prób debiutu literackiego. W 1994 roku maszynopis ze swoimi nowelami przesłałem do siedziby Związku Literatów w Poznaniu. To był mój debiut, wydano zbiór "Inny wymiar rzeczywistości".
Jak zacząłeś współpracę z wydawnictwem Jirafa Roja?
To był przypadek. W Internecie natknąłem się na konkurs, a nagrodą dla laureatów było wydanie prac. Wysłałem opowiadanie "Alkoholiczka Maria", które oceniono pozytywnie i wśród innych nagrodzonych znalazło się w zbiorze "Punks not dead".
Do jakiego czytelnika ma trafić „Chaos i świńska skóra”?Do jakiego czytelnika ma trafić „Chaos i świńska skóra”?
Książka jest bardzo specyficzna, to połączenie punkowej kultury z dość sublimowaną filozofią. Nie jest adresowana do konkretnego czytelnika, każdy może ją przeczytać. Nie ukrywam, że ta powieść ma otworzyć mi furtkę na przyszłość.
Co zaważyło na wyborze tematyki Twojej powieści, jaką rolę odegrał w niej Festiwal jarociński?
Kilkakrotnie oglądałem reportaż emitowany przez Canal+, „Dzieci Jarocina”. Interlokutor, jeden z wypowiadających się przed kamerami, stwierdził, że ci, którzy w latach 80-tych jeździli do Jarocina, teraz tworzą w Polsce klasę średnią. Wszyscy rozmówcy podkreślali, że Jarocin polegał na prawdziwości przekazu, że wszyscy wówczas byli szczerzy. I tu zacząłem się zastanawiać: czy można szczerze wejść w bunt, negację, nierzadko alkohol i narkotyki i nagle powiedzieć – STOP - i stać się klasą średnią. O tym właśnie jest moja książka, o muzyku, który schodzi ze sceny w Jarocinie.
Czy twoim zdaniem osobom żyjącym Jarocinem w latach 80-tych było później trudno znaleźć swą drogę w życiu, czy jesteś takim człowiekiem?
Ktoś, kto za mocno wierzył w Jarocin, miał później trudności adaptacyjne, trudności ze znalezieniem swojego miejsca w życiu. Niewątpliwie jestem jednym z nich.
Czy ucieczka w fikcję literacką jest Twoim sposobem na życie?
Bardzo fajnym sposobem, który mi się podoba i pasuje.
Czy Ty jesteś głównym bohaterem "Chaosu..."?
Nie, bohater co prawda jest do mnie bardzo podobny, ale jest to osoba fikcyjna. Ta powieść, to zbiór wydarzeń zarówno autentycznych jak i fikcyjnych. W przeszłości realne odzwierciedlenie znajdują niemalże wszystkie opisane przeze mnie historie z Jarocina. Autentyczne są również postaci, np. "Stevie" to śp. Stefan Waligóra, "Jeemol" - Seweryn Mazurek (z tego co wiem ma się dobrze), "Haiki" - to fikcja, ale mająca swój pierwowzór w wokaliście zespołu Acapulco, Konradzie Wójcickim.
Czym jest dla Ciebie ta książka?
Jest to mój rozrachunek z przeszłością, jest to związane zarówno z moją osobowością, jak i duszą. Jarocin obrósł mitem i jest bardzo modny. Rozbierają go na części, analizują, przedstawiają poglądy jednak często ci, którzy tego nie powinni robić. Dokleili się do niego tak, jak na przykład Kuba Wojewódzki.
Piszesz o festiwalu w Jarocinie, a co sądzisz o jego reaktywacji??
Jest to niepotrzebne. Do zaistnienia prawdziwego ducha Jarocina jest potrzebny ustrój socjalistyczny, z całą swoją otoczką, a przede wszystkim z cenzurą. Bez tego wszystko jest nieporozumieniem. Sama nazwa rodzi określone oczekiwania, których teraz, w demokracji, nie można spełnić. Dobry był Jarocin PRL, choć zabrakło na nim paru wykonawców, na nim bym zaprzestał, co najmniej na kilka lat.
Na zakończenie zapytam o plany na przyszłość, może kolejna książka?
Plany na przyszłość... będę pisał! Nie ukrywam, że mam już w głowie kolejną koncepcję, ale jeszcze jej nie zdradzę, bo w każdej chwili może się coś zmienić.