Kiedy czytałem tę książkę, przypomniała mi się popularna nie tak dawno piosenka "Mydełko Fa" oraz często nadawana dziś "Jestem słodka...". Wiadomo, że te piosenki to pastisze. Są drwiną z dziewczyn, które chcą być modnie sexy, w ogóle trendy i celebrity, a wobec tego stosują się do odpowiednich rad z popularnych ilustrowanych magazynów dla pań i dziewczyn. Niedawno Witold Horwath opublikował książkę "Wspólna chemia". Z pozoru wygląda to na pastisz. W istocie pod ironicznym opisem kryje się poważniejsze spojrzenie autora na obecną obyczajowość i jeszcze więcej, bo kulturę w jej popularnej postaci. Właściwie na to, co trafnie nazywa się popkulturą. Od strony akcji, narracji i takich innych mądrze nazywanych spraw, jest to bezpretensjonalna powieść o młodym małżeństwie. On, o imieniu Adam, pochodzi z dobrej, inteligenckiej rodziny, jest wykształcony, z ambicjami, świetny menedżer prowadzący z sukcesem własną firmę, a przy tym nie żaden pracoholik, lecz normalny, sympatyczny młody człowiek. Żonę poznał jeszcze w liceum, kiedy i on był uczniem. Zbliżenie między nimi, jakie wówczas nastąpiło, zaowocowało małżeństwem. Nie mogli się rozstać. Jednakże ona, w przeciwieństwie do niego, nie żywi żadnych ambicji, by się kształcić. On skończył studia. Ona chodzi do szkoły wieczorowej, by zrobić maturę. Ale częściej chodzi po fryzjerkach, kosmetyczkach i przyjaciółkach, gdyż nie czuje potrzeby nauki, zaniedbuje też ich córeczkę, ta bowiem przeszkadza Justynie w spotkaniach, kawiarniach. Bo zwyczajnie zabiera jej czas, acz po swojemu kocha małą. Czuje natomiast potrzebę seksu. Ale z nim, Adamem. Tak jak on, tylko z nią, Justyną. To jest ta tytułowa "wspólna chemia", jaka ich łączy. Zresztą to powiedzenie Justyny, zaczerpnięte z jakiegoś magazynu dla pań. Bo reszta ich właściwie dzieli. Adam jest normalnym człowiekiem o własnej osobowości. Justyna młodą kobietą bez własnej osobowości. Sztuczną, ponieważ mówi stylem i słowami czerpanymi z kolorowych magazynów. Posługuje się też w życiu "prawdami" też czerpanymi z tych magazynów. Żadnej własnej refleksji, własnej myśli. Gdzieś tam tkwią w tyle jej głowy, gdy jednak chce je wypowiedzieć, nieustannie wpada w koleiny banalnych słów, nazw i zwrotów, też zapożyczonych z tabloidów. Nawet wtedy, gdy ogarniają ją bardzo osobiste emocje, kiedy naturalnym odruchem jest ujawnianie ich własnymi słowami i własnym postępowaniem. Ale Justyna nie potrafi wyjść poza koleiny banalnych stereotypów podsuwanych przez modne magazyny. Adam chciałby, żeby wreszcie przestała być sztuczna, żeby obudziła się w niej jej własna osobowość, żeby kształciła się, miała jakieś życiowe ambicje. Ona podejrzewa, że te jego oczekiwania są świadectwem, że on ma jej dość, a może i nawet zdradza. Wobec tego postępuje tak, jak bezmyślnie doradzają magazyny, jak postępować w takich sytuacjach i jak doradzają koleżanki, również hodowane na tabloidach. Adam często bywa zmęczony lalkowatością Justyny, ale nie odstępuje Justyny. Bo łączy ich "wspólna chemia". Silniejsza, aniżeli wszelkie kłopoty, wzajemne pretensje i żale czy oczekiwania od drugiej osoby. Jakie jest prawdopodobieństwo tego? Większe, aniżeli przypuszczamy. Zresztą Witold Horwath przekonująco pisze o miłości, zdradzie i pojednaniu. Jest bowiem "rasowym" pisarzem. Postacie swoich powieści konstruuje przekonująco. Są one pełnokrwiste. Pisze też doskonałe dialogi, dozuje napięcie i grozę, by, kiedy trzeba, rozładować atmosferę żartem, szyderstwem, ironią. Jest to swoista gra z czytelnikiem - zresztą każda dobra powieść powinna być grą autora z czytelnikiem. Albowiem pod postacią Justyny umodelowaną na lalkę Barbie czy "mydełko FA", czy wreszcie na "jestem słodka", kryje się wrażliwa jednak dziewczyna. Tyle, że nie potrafi ujawnić swojego charakteru, przygniecionego modnymi schematami. Być może Adam też poddaje się działaniu "wspólnej chemii", gdyż niezależnie od zafascynowania seksem ofiarowanym przez Justynę, dostrzega w niej ową wrażliwość. Sam zresztą też nie jest bez grzechu (zresztą niezbyt spełnionego). Może jednak ten grzech (grzeszek?) wynikł z tego, by potrząsnąć swoją żoną i wyrwać ją wreszcie ze snu na jawie, wywołanym bezustannym obkładaniu się tabloidami i tzw. dobrymi radami koleżanek, żeby wreszcie była sobą, a nie piękną lalką. Jest to świetna powieść o młodych ludziach popkultury, poddanych jej narkotycznemu działaniu; narkotycznemu, bo biorącemu w nawias kłopoty i odpowiedzialność i nawołującej "róbta, co chceta", co zawsze pociąga ułatwionym życiem. Tyle że to ułatwienie okazuje się pozorne.
Każde zamówienie z tej strony internetowej realizujemy bezpłatnie, jeśli wartość zamówienia będzie wynosiła co najmniej 15 zł. Promocja dotyczy zwykłych paczek wysyłanych za pośrednictwem Poczty Polskiej po dokonaniu wcześniejszej wpłaty na konto wydawcy: numer rachunku bankowego: 55 1020 1156 0000 7302 0008 4921 - Biblioteka Analiz Sp. z o.o. 00-048 Warszawa, ul. Mazowiecka 2/4 p. 116. Przy opłatach "za zaliczeniem pocztowym" taryfy nalicza Poczta Polska.